niedziela, 9 listopada 2014

Klasa buraczana wg Tomasza Lisa

Wiem, że nie powinienem tego zrobić ale myślę, że Pan Tomasz Lis mi wybaczy. Chciałbym w całości zamieścić na swoim blogu jego idealny wpis dotyczący ostatnich wydarzeń politycznych. Pn Tomasz wspaniale opisał sytuację i odpowiednim komentarzem. Oto wpis Pana Tomasza Lisa:
 
 
"Jakoś mnie się nawet nie chce szydzić z trójki PiS-owców, w tym z nieszczęsnego Hofmana. Czy naprawdę ktoś, ktokolwiek jest czymkolwiek zaskoczony? Kampania buraczana jest u nas całoroczna. Buraki należą do różnych partii, jedyny problem w tym, że efektem tej kampanii jest oglądanie buraków, a nie - a przecież to powinno być sensem tej kampanii, ich wykopywanie.

Można się oczywiście teraz wyśmiewać z PiS-owców, którzy przy okazji nagrań z restauracji Sowa a PRZEDE WSZYSTKIM PRZYJACIELE, perorowali o niskich standardach PO i jak najwyższych PiS-u, gdy mędrkowali o pogardzie Platformy dla zwykłych ludzi.

Można, ale po co. Obie główne partie ścigają się na wpadki, skandale i kompromitacje.

PiS - owcy rozwalają na Cyprze wózki golfowe. Na to Platformersi spotykają się z facetami od jednorękich bandytów na cmentarzach i stacjach benzynowych. Na to PiS-owcy balują na wyjeździe, a ich rzecznik chwali się członkostwem (obecnie zawieszonym). Na to PO-wiec robi z siebie kretyna na lotnisku we Frankfurcie. Na to PiS-owiec grozi mężowi swej kochanki, że mu zapie***li krzesłem. Na to PO-wcy biesiadują za publiczne pieniądze wrzucając do żołądków ośmiorniczki i popijając je winem za parę stówek. Na to PiS-owcy "przycinają" na rachunkach i delegacjach olewając ważne międzynarodowe spotkanie i relaksując się zamiast tego z małżonkami.

Mamy jeszcze byłego PO-wca awanturującego się w niemieckim samolocie o miejsce dla swego kapelusza. Mamy jeszcze byłego PiS-owca nawalonego jak stodoła i utrudniającego interwencję policjantom. Mamy jeszcze zalanego w trupa i odpoczywającego na chodniku jakiegoś skarbnika z PO. O ekscesach przedstawicieli pozostałych klubów parlamentarnych wiemy mniej zapewne dlatego, że nie są oni na widelcu mediów.

Lider jednej partii z partyjnych pieniędzy kupuje sobie garnitury. Lider drugiej partii za jakiś milion rocznie funduje sobie z publicznych pieniędzy prywatną ochronę.

Proszę mi nie zawracać głowy opowiastkami o wysokich standardach jednej partii(którejkolwiek) i niższych innej (którejkolwiek). Ja tu widzę głównie jeden standard. Buractwo, prostactwo, cwaniactwo.

Taki prostacki, dość wulgarny, ludzki badziew. Tacy polityczni Kiepscy, z tym, że serialowi Kiepscy są zabawni, a polityczni Kiepscy są żałośni.

Donald Tusk nazwał dekadę temu polskich polityków "klasą próżniaczą". Jest gorzej. To klasa buraczana. Jasne, są i ludzie pracowici oraz honorowi, ale buraków jest zbyt wielu, ich ekscesy są zbyt liczne, by nie uznać, że burak w naszej polityce nie jest żadnym ekscesem, wyjątkiem czy anomalią. Jest niestety normą. "

Nic dodać nic ująć.

Twardy na miękko

poniedziałek, 3 listopada 2014

Wspaniała akcja społeczna możliwa właśnie w Płocku

Dzień Wszystkich Świętych jak i Dzień Zaduszny już za nami. Lubię w szczególności wieczorem chodzić po cmentarzach i patrzeć na palące się znicze. Zawsze jest już mniej osób i można chodząc alejkami pomyśleć o różnych sprawach w skupieniu. Atmosfera na cmentarzach sprzyja cichym rozmowom z najbliższymi, tymi żywymi i tymi zmarłymi.
W tym roku po raz pierwszy wziąłem udział w zbiórce pieniędzy na remont płockich pomników. Zawsze pozytywnie odbierałem różne akcje społeczne, wiedząc że przynoszą one same korzyści. W przypadku płockiej zbiórki nie wiedziałem, że ma taki zasięg i że naprawdę ludzie są zainteresowani udzielaniem takiego wsparcia. Przez 15 lat udało się zebrać grubo ponad 550 tysięcy złotych. Bardzo wartościowym elementem tej zbiórki jest to, że biorą w niej udział zarówno osoby związane z polityką jak i zwykli mieszkańcy Płocka. To chyba właśnie ta mieszanka różnych osobowości gwarantuje jakość i dużą efektywność tej akcji. Każdy uśmiechnięty, życzliwy. Każdy starał się aby ludzie odwiedzający płockie cmentarze wrzucali swoje pieniążki do puszek.
Po otrzymaniu propozycji wzięcia udziału w tej akcji na początku miałem mieszane uczucia. Zastanawiałem się czy na dwa tygodnie przed wyborami samorządowymi, w których startuję, to odpowiedzialne zachowanie. Przecież w poprzednich edycjach nie brałem udziału, więc nie chciałbym aby mój udział był odebrany właśnie typowo wyborczo. Na szczęście moja małżonka naprowadziła mnie na prawidłowy kurs i ruszyłem na zbiórkę. Żałuję że w poprzednich latach nie brałem w niej udziału. Nic to, oby w kolejnych edycjach chcieli Twardego to Twardy będzie zbierał, bo to naprawdę duża frajda działać z innymi nie patrząc na kolory polityczne, zajmowane stanowiska.

Pozdrawiam ale tym razem nie na miękko :) 

niedziela, 19 października 2014

Edukacja od najmłodszych lat


Większość mieszkańców Płocka już wie, że startuję w nadchodzących wyborach samorządowych na Radnego Rady Miasta Płocka. Było o bezrobociu i moich propozycjach, teraz będzie o edukacji i moich propozycjach.  
Nie tak dawno, bo przed kilkoma dniami, obchodziliśmy Dzień Edukacji Narodowej. Jak co roku na różnego rodzaju uroczystościach zobaczyliśmy uśmiechnięte twarze zarówno nauczycieli, wychowawców jak i uczniów. W moim Płocku raczej to były dobre miny do złej gry, ale cóż poradzić skoro władze nie za bardzo starają się rozwiązywać problemy płockich nauczycieli.
Dzięki temu, że moja 6 letnia Michalinka poszła już do 1 klasy naprawdę zaczynam rozumieć to czego nie rozumiałem wycierając przez ładnych parę lat szkolne i uczelniane korytarze. Pewnie były i pionowe i poziome, w szczególności przed i po wykładach na płockiej Politechnice Warszawskiej. Ale nie o tem :).
Zrozumiałem w końcu jak ważną rolę odgrywają nauczyciele i wychowawcy. Ile muszą dawać z siebie, żeby ujarzmić niepokorne dusze naszych dzieci. Dzieci, które są tak różne, jak różni jesteśmy my dorośli. Nie da się rozwijać Państwa bez dobrze wykształconych obywateli, obywateli ambitnych, odważnych, bez kompleksów, o których mówił podczas nagrywanych rozmów minister Sikorsky.
I tu zaczyna się odwieczny problem, czyli brak kasy. W naszym pięknym kraju od wielu lat brakuje na wszystko. Kaski nie ma również na edukację, zarówno w ogromnym skarbcu, ośmieszającego się podręcznikiem do 1 klasy Ministerstwa Edukacji, jak i w pustym, zadłużonym budżecie miasta Płocka. Nie oszukujmy się, nie można oszczędzać na edukacji. W szczególności na edukacji w szkole podstawowej, skoro to właśnie tam nasze dzieci rejestrują podstawowe wzorce wykorzystywane później przez całe swoje życie. 
Uważam, że jedyny sposób na rozwiązanie problemów nauczycieli oraz podniesienie jakości edukacji naszych dzieci to zmniejszenie liczby uczniów w klasach do maksymalnie 16 osób. Przecież i tak płocki samorząd, chcąc czy nie chcąc, będzie zmuszony do rozwiązania tego problemu i zwiększenia wydatków na edukację. Inaczej się nie da, przecież po wyborach samorządowych będą wybory parlamentarne, a nauczyciele to ważny elektorat.  Skoro pieniądze będą musiały się znaleźć to od razu sprawmy aby za tymi środkami poszła również jakość nauczania. Po prawie 2 miesiącach edukacji Michaliny cieszę się bardzo, że jej klasa liczy mniej uczniów od przeciętnej. Pani ma czas na sprawdzenie, odpytanie, rozmowę i naukę.
Życzę wszystkim nauczycielom mądrych negocjacji, mądrego ministra, lepszych podręczników, żeby nie byli zmuszani dla dobra dzieci do proponowania rodzicom zakupu dodatkowych książek z uwagi na bełkot tych ministerialnych.

pozdrawiam na miękko :)
  

środa, 10 września 2014

Nadchodzą obietnice i życzenia

Rozpoczęto wyścig. W szranki stanie kilkaset osób ubiegających się o 25 mandatów radnych oraz kilku kandydatów chcących objąć fotel Prezydenta Miasta Płock. Obecnie na czele są kandydaci z listy Polskiego Stronnictwa Ludowego, z której i ja startuję. Dokładnie w okręgu nr 2, miejsce nr 1.
O fotel prezydenta miasta startuje z naszym poparciem wieloletni działacz, były Starosta Płocki, obecnie poseł ziemi płockiej Piotr Zgorzelski.

Etap przygotowań PSL wykorzystało najlepiej i jako pierwsi przygotowaliśmy pełne listy, co pozostałym ugrupowaniom jeszcze sprawia duży kłopot. Chyba, że ich strategia polega na czarowaniu. Ja jednak wolę otwartą grę bez ściemy i gadania głupot. To pokazuje naszą mobilizację i dobrą organizację.
Za chwilę zacznie krążyć po Płocku kilkanaście programów wyborczych, mniej lub bardziej realnych do zrealizowania. Dla mnie jako urodzonego Płocczanina to znak, że trzeba dokładnie czytać to o czym mówią i piszą kandydaci. Zachęcam do czytania propozycji startujących osób, aby wybrać tych z najlepszymi pomysłami, tych którzy sobą coś reprezentują. Nie może być przypadków, bo przypadki są już niestety teraz i już niestety były. Startuję do Rady Miasta Płocka bo wiem, że 12 lat pracy w strukturach samorządowych, nie tylko w Płocku ale całym regionie płockim, bardzo dobrze przygotowało mnie do pełnienia tej funkcji i do rozwiązywania codziennych problemów Płocczan, naszych sąsiadów. Jestem dumny z tego, że przez wiele lat pomagałem i pomagam naprawdę różnym osobom w wielu problemach.
Dla mnie jako człowieka, któremu naprawdę zależy na roli Płocka jako miasta skupiającego wokół siebie powiaty i gminy, musimy rozwiązać dwa podstawowe i najważniejsze problemy. Problem miejsc pracy oraz problem edukacji naszych dzieci, ale w szczególności na poziomie szkoły podstawowej i przedszkoli.
Do tej pory, przez ostatnich 12 lat, zarówno prezydenci jak i radni nie poradzili sobie z tymi dwoma fundamentalnymi zagrożeniami dla Płocka. Niestety mieszkańców ubywa. Nie widać zbytnio przyrostu przedsiębiorstw, które pozwoliłyby na zmniejszenie poziomu bezrobocia. Z pewnością wielu malkontentów będzie marudziło, że Twardy pozjadał rozumy i paple byle papleć, i dlatego że startuje z listy PSL i dla tego, że chce jak to w PSL wdrapać się na kolejny stołek. Tak mówią ludzie, którzy nie mają niestety pojęcia o pracy w samorządzie. To naprawdę nie jest tak. Mam wizję rozsądnej rady miasta, która nie walczy między sobą o błyszczenie w mediach tylko pracuje na rzecz mieszkańców.
Obserwuje działania urzędu miasta na poziomie współpracy z przedsiębiorcami. Naprawdę nie widzę tu żadnych rozwiązań ani stymulacji, które spowodowałyby zainteresowanie pracodawców zatrudnianiem bezrobotnych. Nie są zachęcani czymś innym niż tylko krótkimi stażami, w szczególności finansowanymi z pieniędzy UE. Wiem, że jeśli tego wsparcia unijnego by nie było to bylibyśmy daleko w d … . Nie widzę również tworzenia nowych zakładów pracy.
Pomysły urzędników wykorzystywane przez prezydenta można skwitować tak: słuchamy co mówią inni i jeśli na czymś można zarobić kilkadziesiąt głosów to na siłę je wprowadzamy. Od gadania nie przybywa miejsc pracy. Moimi pomysłami na rozwiązanie tego problemu są:
- przede wszystkim dialog wszystkich rajców miejskich ze sobą,
- dialog z poważnymi partnerami jakimi są płoccy mali i średni przedsiębiorcy, zrzeszeni lub nie (każdy jest na miarę złota),
- zrozumienie potrzeb przedsiębiorców w stosunku do rozwoju własnych przedsiębiorstw i co za tym idzie wzrostu miejsc pracy.
Po prostu posłuchajmy co mają do powiedzenia ci oferujący pracę i czego oczekują od urzędników aby wyzwolić cały gospodarczy potencjał. Z pewnością będziemy musieli wpłynąć na nowelizację chociaż w części przepisów prawnych ale naprawdę warto.
Po krótce walka z bezrobociem powinna wyglądać w ten sposób, że najpierw pracodawcy mówią czego oczekują, a następnie urzędnicy robią tak jak chcą przedsiębiorcy. To tak w skrócie i to nie jest korupcja. Należy przekazać zabudowane czy też wolne tereny po to, aby płoccy przedsiębiorcy mogli rozwijać swoje firmy. Przy założeniu, że w pierwszej kolejności pracę znajdą właśnie Płocczanie. To powinien być najważniejszy i niezmienny warunek.
Oczywiście, mogę pisać czego to nie zrobię jak zostanę radnym ale nie o to kaman. Jeśli Płocczanie wolą ściemę i gadanie to nie mam szans. Startując wierzę w mądrość moich znajomych, sąsiadów i tych co jeszcze nie uwierzyli, że radny słuchając wyborców naprawdę wspólnie z nimi może wiele zmienić.
Te wybory jak to ja biorę na miękko :)

środa, 3 września 2014

Wrześniowy napęd

 
1 września kojarzy nam się z wieloma wydarzeniami. W mieście Płocku to dzień, w którym odbyła się Wojewódzka Inauguracja Roku Szkolnego 2014/2015. Zespół Szkół im. Marii Curie Skłodowskiej zaprosił wielu bardziej lub mniej ważnych gości. W pierwszym rzędzie zasiedli wybitni, choć nie wszyscy, bo ja również, przedstawiciele większości opcji politycznych, instytucji państwowych i samorządowych.
 
Swoją obecnością uświetnili inaugurację: premier Waldemar Pawlak, poseł Piotr Zgorzelski, posłanka Elżbieta Gapińska, Wojewoda Mazowiecki czy też Kurator Wojewódzki, Przewodniczący Rady Miasta Płocka, Wiceprzewodniczący Rady miasta Płocka i wielu innych.
Wszystkie krzesła na boisku szkolnym były wypełnione po brzegi. Wydarzenie to rozpoczęło się sympatycznie, ale po chwili przerodziło się ni to z gruszki ni z pietruszki w wyborczą agitację Platformy Obywatelskiej. Gwoździem programu byli organizatorzy inauguracji, którzy zapraszali na nią gości i nie wiadomo dlaczego olali zaproszonych gości. Najzwyczajniej w świecie odmówili, w brutalny sposób skracając uroczystość, zabrania głosu zaproszonym gościom.
Zdziwiony premier Waldemar Pawlak, będący również absolwentem dawnej „Samochodówki”, nie ukrywał pod miłym uśmieszkiem zaskoczenia. W końcu przyjechał po to żeby oprócz świętowania inauguracji roku szkolnego oraz otwarcia tak potrzebnych warsztatów zawodowych porozmawiać z wieloma młodymi ambitnymi ludźmi. Z pewnością chciał powiedzieć, że kształcenie w szkole zawodowej to ogromny impuls dla rozwoju naszego kraju, to przyszłość tej młodzieży na bardzo trudnym rynku pracy. Niestety nie udało się. Z tylnych rzędów było słychać  miłe słowa pozostałych uczestników inauguracji, którzy to zauważyli i bardzo komentowali. 
Zastanawiam się, czym ten brak szacunku Prezydenta Miasta Płocka do zaproszonych gości był spowodowany. Rozumiem, że rozpoczęła się kampania wyborcza, ale raczej taki brak szacunku do zaproszonych gości nie będzie wartością dodaną w tej kampanii ubiegającego się o reelekcję prezydenta. Ciekawy jestem, czego nauczyli się z tej pierwszej lekcji uczniowie. Chyba tylko politycznego cwaniactwa. Pamiętam jeszcze z czasów właśnie nauki w Elektryku jak jeden z profesorów mówił: „pamiętaj elektryku młody szanuj zieleń boś nie jeleń”.
Na szczęście jak cię widzą tak cię piszą.

Łubu dubu. To mówię ja,  Wiesław Jarząbek
czyli absolwent Elektryka ;)

wtorek, 2 września 2014

Nasz sukces


Od soboty znów jesteśmy na ustach całego świata. Każdy sukces naszej ojczyzny to również sukces nas samych. Cieszmy się, że na mapie Europy  jesteśmy jednym z liderów. Liderem niezbyt bogatym za to z pewnością obdarzonym wieloma doświadczeniami. Co do zdolności finansowych Polski to jeden z moich znajomych, taki bardzo zadziorny w swoich poglądach, uważa, że Polska to kraj bardzo bogaty skoro potrafi utrzymać całą Europę. Ja faktycznie nie rozumiem dlaczego np. w Niemczech można produkować samochody a w Polsce się nie opłaca, skoro tam samo wynagrodzenie pracownika jest dużo wyższe niż w Polsce.

Osobiście bardzo się cieszę, że Polak otrzymał możliwość piastowania jednego z najwyższych stanowisk w Unii. Zdaję sobie sprawę z euforii i ogromnej radości prezesa Jarosława jaka zapalila sie  w jego głowie po usłyszeniu tego werdyktu. Tak jak sobie tego życzył Tuska sobie zabrali. Oczywiście jak to u nas, zamiast tylko się cieszyć są i negatywne komentarze. Lepiej jednak zawsze patrzeć z optymizmem niż zadręczać się problemami, których nie ma i może nie będzie. Na większość spraw i tak przeciętny dziennikarz czy też myśliciel wpływu nie ma, a co dopiero zwykły człowiek.  

Przez ostatnich 7 lat premierowi nie było łatwo kierować tym wspaniałym i wyrozumiałym państwem. Teraz zobaczymy jak sobie poradzi nasz fighter na arenie międzynarodowej. Trzeba przy okazji przyznać, że jednak 7 lat z rzędu potrafił utrzymać się z całą PO u władzy. Całe szczęście, że przez te 7 lat miał lojalnego koalicjanta czyli PSL, który jest odpowiedzialnym koalicjantem i bardzo rozważnym w podejmowaniu decyzji. Można rzec, że niezbyt wymagającym, lecz najbardziej skutecznym od wielu lat ze wszystkich politycznych ugrupowań na naszym rynku. Ta skuteczność nie jest z zazdrości akceptowalna przez pozostałe ugrupowania i środowiska polityczne. Nie jest też rozumiana przez nasze społeczeństwo właśnie przez tą zazdrość pomieszaną z negatywną paplaniną, ale PSL jest bardzo skuteczny.

Ważne jest teraz aby uwielbiane przez peruwiańskie kobiety i dzieci „Słońce Peru” obrał dobry kierunek w mianowaniu kolejnych gwiazdek zarówno w UE jak i w macierzystym kraju. Do tej pory w dużej mierze zaufał osobom, które bardziej psuły jego osobisty wizerunek niż wzmacniały. Chciałbym, żeby premier działając na arenie międzynarodowej dobierał do współpracy osoby przede wszystkim lojalne, bez drogich zegarków, czy też lubiące tańsze wina. Osoby znające chociaż troszkę język angielski, żeby jeśli popełnią jakąś gafę czy też bełkocząc wysiądą z samolotu będą potrafiły powiedzieć „sorry taki mamy zwyczaj”. Współpracowników, na których będzie mógł liczyć a nie się za nich wstydzić. Brakowało mi do tej pory w działalności szefa rządu mocnych i stanowczych gestów w stosunku do współpracowników. Czasami nawet mocnego kopa. 

Zdaję sobie sprawę, że praktycznie we wszystkich ugrupowaniach trudno jest wyłuskać takie osoby, dla których reprezentowanie swojego szefa i wykonywanie zadań to zaszczyt, a nie tylko możliwość zarobienia w różny sposób kaski. Wierzę, że prędzej czy później to się zmieni, a i wtedy Polska też się zmieni.

Trzymam kciuki za naszego reprezentanta na tym odpowiedzialnym, o wielu możliwościach stanowisku.


Na miękko z tą Unią.

wtorek, 12 sierpnia 2014

Wakacyjny, ustawowy duszek

No i po urlopie. Pogoda podczas mojego pobytu z żoną i dziećmi nad naszym morzem była wyśmienita. Bardzo ciepło, słonecznie z dużą ilością lodowatej morskiej wody. Do Łeby pojechałem po wieloletniej przerwie. Oprócz bramek na autostradzie wyprawa była bardzo udana. Napisałem bramek, ale po dojechaniu do pierwszej zjechałem z autostrady. Co się miałem denerwować. Przy okazji jadąc drogami wojewódzkimi  miałem porównanie z tymi w naszym województwie. Musze powiedzieć, że jestem dumny z naszych dróg. Bez porównania dużo lepsze od tych na Pomorzu.

W Łebie najbardziej podobała mi się plaża. Długa, szeroka z płytką wodą, w sam raz dla naszych ruchliwych, bardzo ambitnych jeśli chodzi o pomysłowość, dzieci. Jadąc nad morze liczyłem się z tym, że woda będzie zimna. Moje przypuszczenia się sprawdziły i z pewnością nie były wielkim odkryciem. Tak jak wieczne jest pióro, tak i woda Bałtyku jest zimnawa. Powiedziałem sobie nic to. Stojąc na straży życia ludzkiego, czyli moich pociech, dzielnie znosiłem tę zimną atrakcję naszego urlopu. Bardzo fajne były też manewry wojskowe, czyli tak zwane dojście na dalszą część plaży, gdzie nie było tłoku. Na pomysł oddalenia się od centralnej kurortowej plaży wpadła moja żona z moją mamą. Pojechaliśmy samochodem najdalej jak się dało i wleklismy się z plażowymi tobołkami. Po przekraczeniu linii byłej jednostki wojskowej biegnę na zwiady, którędy najbliżej i najłatwiej. Po kilku minutach przedzierania się przez sosnowy las i wysokie wydmy zobaczyłem szumiące morze i prawie pustą plażę. Oddychałem ciężko ze zmęczenia, byłem cały mokry ale warto. Wróciłem tą samą drogą. Zadowolony wskazałem pozostałym członkom wyprawy kierunek, założyem ze dwie torby, złapałem za poręcze dziecięcego wypełnionego rzeczami wózka i pcham. Po chwili żona z babcią i dziećmi daleko z przodu a ja bawię się w strongmena. Pierwsza leśna wydma pokonana, druga w połowie a ja ledwo stoję na nogach, patrzę na bliskich, też ledwo idą. Najsprawniej poszło Michalinie z kapeluszem na głowie. Mały Antek czerwony z upału i wysiłku ciągnięty przez babcię, ja staję na głowie żeby się nie przyznać, że zaraz padnę trupem. Udało się, dotarliśmy na plażę. Kolejne dni były podobne, słoneczne z dużą ilością piasku, zimnej wody, wesołego miasteczka i spacerów. Zmieniłem tylko taktykę i miejsce drogi przez wydmy. 
Bardzo dobrze, że w okolicach Łeby jest ciekawe oceanarium oraz park jurajski. To wzystko zbudowane przy wykorzystaniu środków unijnych. Dużo zabawy jak i edukacji. Jest gdzie pojechać i co zobaczyć. Nie byliśmy na wydamach ruchomych gdyż jeszcze chyba nie czas dla naszych dzieci, za duży wysiłek. Słabiutko wypadł często reklamowany na ulicach Łeby dom stojący do góry nogami. Podobały mi się różnego rodzaju atrakcje na deptaku oraz pomysł na opowiadanie dzieciom wieczorami bajek przez sympatycznego pana, który zasiadał na kocach pod dużym drzewem na wzór Kubusiowych opowieści.   

Śmiać mi się chce jak sobie przypomnę ustawę regulującą spożywanie alkoholu w miejscach publicznych. Po co tracić cenny czas na głupotę i tworzyć ustawę skoro i tak wszyscy ją mają w ... .

Wyjazd udany. Niestety trafiłem na okres afery taśmowej no i się nasłuchaliśmy różnorodnych komentarzy. Wcale się ludziom nie dziwię, że głośno komentowali brak szacunku i zerową moralność wśród najwyższych urzędników państwowych. Mam tylko nadzieję, że informacje prasowe o istniejących  nagraniach video z tych spotkań z pseudoekskluzywnymi Polakami w tle, to wymysł prasy. Obym się mylił. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że teraz albo będziemy podczas rozmów siebie nagrywali albo nie będziemy ze sobą rozmawiali. 

Bardzo chętnię jeszcze kiedyś zawitam do Łeby.

Twardy na miękko.