czwartek, 7 lutego 2013

Polskie Rovaniemi


Aby wynagrodzić spóźnienie, wynagrodził obdarowanych sowicie. Św. Mikołaj vel Dziadek Mróz prosto z Rovaniemi, przybył z wielkim worem w połowie stycznia do Sejmu Rzeczypospolitej, aby wynagrodzić za ciężką pracę w szczególności Marszałka Ewę Kopacz oraz Marszałka Bogdana Borusewicza. Tak się zastanawiam, czy wory były wielkie dla wielkiego wrażenia, a w środku były karty z chipami z określoną kwotą, czy może obdarowani zażyczyli sobie prezentu w bilonie groszowym co podnosiłoby wartość podarków czterokrotnie. Złotówka w postaci jednogroszówek ma wartość jednego euro, tyle kosztuje metal, z którego są wybite. Znając zapobiegliwość naszych wybrańców Narodu wcale nie jetem taki pewien, że tak nie było?!

Każdy lubi być docenionym i dostawać nagrody za dobrze wykonaną robotę. Z historii znamy wiele sposobów motywowania do lepszej pracy. Przed rokiem 1980 bardzo ważna dla pracownika była pochwała od wysokiej rangi Towarzysza z Komitetu no i oczywiście nieodłączny goździk. To były czasy: 300% normy i do przodu. Magistrów trzeba było ze świecą szukać, a teraz jak „mrówków”. W użyciu jako instrumenty pochwalne wyższej rangi były też dyplomy i talony na trudno dostępne dobra materialne typu: lodówka, telewizor kolorowy no i oczywiście szczyt marzeń w owym czasie talon na samochód. Teraz jedynym motywującym narzędziem dla pracowitych /lub/ /i/- niepotrzebne skreślić znajomych królika, jest pieniądz, a kto pracuje w jakiejś zagranicznej firmie dostaje /money/. Tym wszystkim co nie dostali żadnej premii ani dyplomu wręczam nagrodę pocieszenia: http://www.youtube.com/watch?v=WCkOmcIl79s wklejcie sobie w pasek adresu i posłuchajcie. Coraz rzadziej można spotkać osoby, które pracują wydajnie nie tylko dla kasy ale i z przekonania że tak trzeba.

Po upublicznieniu kwot uzyskanych czy raczej zrabowanych w biały dzień przez wymienione osoby - nagród, podniósł się ogromny raban. Skorzystali na tym najbardziej dziennikarze i poczytne tabloidy, ale w tym wypadku to chyba dobrze. Gdyby nie brawurowa akcja między innymi SE, zwyczajny tzw szary człowiek goniący za przysłowiową „kromką chleba”, opiekujący się przodkami w wieku już bardzo zaawansowanym, dzięki czemu budżet domowy co miesiąc jest zasilany wpływającą rentą, a raczej rentką lub emeryturą, z czwórką dzieci, dla których nie ma miejsca w przedszkolu, może dowiedzieć się ile to można za friko zgarnąć dostając się na ul. Wiejską i wypada w tym miejscu mieć nadzieję, że personalia naszych zaradnych wybrańców, zostaną zapamiętane przez wyborców i założą szlaban w komisji wyborczej.

W internecie zawrzało, w tv zawrzało do tego stopnia, że pani Marszałek musiała się gęsto tłumaczyć z uzyskanych profitów za siedzenie w pierwszym rzędzie. Będąc „młodą lekarką”, jak w tym słuchowisku radiowym, bardzo zgrabnie się wytłumaczyła: - To nie ja sobie przyznałam – to mnie przyznano. To wszystko w ustach Marszałkini brzmiało tak przekonywujące, jak przekopany na metr grunt po katastrofie smoleńskiej. 

I tym optymistycznym akcentem kończę oraz życzeniami spóźnionymi, a przez to bardziej serdecznymi Szczęśliwego Nowego Roku

Twardy na miękko.
P.S. Czekam na męską /jeszcze?/ decyzję Janusza Palikota i nowego Wicemarszałka Krzysia, sorry - Anny Grodzkiej.




środa, 6 lutego 2013

TULEYA A SPRAWA POLSKA

Jak tsunami przelewają się niektóre tematy przez nasze media, działa to jakby na zasadzie rezonansu, nie będę tu się rozwodził nad zjawiskami fizycznymi, bo mogłoby się to okazać lekko niestrawne. Zaczęło się od niewinnego gwoździa do trumny, którą to rolę grały ukryte kamery w gabinecie - słynnego z racji jego kwalifikacji kardiochirurgicznych - doktora G i stołów mikserskich i montażowych w CBA. Koniec końców gwóźdź został wbity nie do tej trumny.

Doktor G. zdaniem sądu nie okazał się mordercą i katem, jak twierdzili jedni i nie jest takim niewiniątkiem, jak chcieli drudzy. Dzięki Bogu wyroki wydają u nas jeszcze sądy powszechne i tak się też stało w tym przypadku. Sąd pod postacią: Igor Tuleya, wydał wyrok, można by powiedzieć, że był to wyrok Salomonowy, byłoby to uprawnione, gdyby sędziemu nie zachciało się zagrać jeszcze jednej roli, a nawet wielu ról: komentatora, polityka i historyka. I chyba trochę przedobrzył, jak ta gospodyni z przyprawami, ze słynnego billboardu, co to dostała lanie, bo zupa była za słona, danie Sędziego okazało się też lekko za ostre. Sędziemu się oberwało, a i nasze skołatane społeczeństwo też się w tej sprawie podzieliło.

Koniec końców Sędzia przestał być rzecznikiem Sądu, a jeszcze na dodatek utracił służbową komórkę i nie chodzi tu o komórkę na węgiel, to tak gwoli wyjaśnienia, tylko jakiegoś wypasionego smartfona zapewne.
To chyba są retorsje za to, że Sędzia wskazał na słabość naszych służb, a raczej siłę ich niekompetencji i służalczości wobec każdego decydenta: niezależnie od tego czy pochodzą; z prawej czy lewej strony naszej sceny politycznej.

W tym miejscu można podać przykładów bez liku i może nie świadczą one o powrocie do metod stalinowskich, ale tworzą nową jakość w zastraszaniu społeczeństwa: najwyższa w Europie liczba podsłuchów, sprawa bombiarza, co to miał Sejm z całą obsadą wysadzić, oczywiście w powietrze, a sprawa okazała się jedną wielką fuszerką namotaną przez służby, bo jak wykazują badania 68% obywateli uczyniłoby to samo, gdyby miało takie możliwości i nie poniosłoby za ten czyn konsekwencji, no i co zamknąć wszystkich?

Sprawa druga to odkryty przez nasze i ponoć zagraniczne służby fan Bin Ladena, to jest świeża sprawa, która ujrzała światło dzienne dzięki reportażowi dziennikarza śledczego co to przeszedł z TVN do TVP - Tomasza Sekielskiego.

Najlepiej będzie jak każdy sobie sam obejrzy i oceni, nie będę dokładał do tego swoich trzech groszy nie tylko dlatego, że mają być wycofane z obiegu, ale żeby przypadkiem nie stać się obiektem godnym zainteresowania, oczywiście nie mam tu na myśli nielicznych jeszcze czytelników, o których jak najbardziej zabiegam. Zatem wklejam link z życzeniem przyjemnego oglądania, choć temat sam w sobie nie jest przyjemny: 
http://www.tvp.pl/vod/audycje/publicystyka/po-prostu-program-tomasza-sekielskiego/wideo/29012013/9690689

Pozdrawiam twardo
- Twardy na miękko

poniedziałek, 31 grudnia 2012

STARE SPRAWY W NOWYM ROKU


Mijający rok 2012 jest w moim odczuciu rokiem niezłym a dla mnie udanym. Przede wszystkim dlatego, że nie było szumnie zapowiadanego przez wielu - końca świata, a to już ogromny sukces. Przekaziory donosiły o panice w różnych częściach świata. Smutne jest tylko to, że tak wiele osób nabrało się na te głupotki i zainwestowało sporo pieniędzy, a to w schrony a to w żywność, a to wreszcie poddało się negatywnym emocjom, których później nie możemy jakoś się pozbyć z naszych głów. Jak będzie koniec świata to i tak wszyscy pójdziemy tam, gdzie kto zasłużył, jeśli nie od razu to po jakimś czasie. Rodzinnie rok taki średni z powodów śmierci mojego ojca i choroby kilku dla mnie ważnych osób. Nic na to nie poradzimy, czas nie stoi w miejscu tylko płynie do przodu i przynosi jakieś nowe wydarzenia, nie zawsze sympatyczne.

Analitycy przepowiadają, że czeka nas stagnacja. Jesteśmy karmieni ciągle pesymistycznymi opowieściami o nadchodzącym kryzysie, spekulanci codziennie zarabiają kaskę i tak w kółko Macieju. Wolałbym aby analitycy i politycy wypowiadali się ostrożniej o nadchodzących kryzysach, tak aby ludziom dawać chociaż trochę nadziei. Im większy optymizm tym szybciej kryzysy miną. Kryzysy są ważniejsze dla mediów i polityków niż głodujące dzieci w Afryce czy zamieszki w Syrii.

W bieżącym roku powstawały nowe drogi, lotniska, wiele mniejszych i większych inwestycji z wykorzystaniem środków polskich i unijnych. Troszkę gorzej wyglądają budżety poszczególnych gmin, powiatów i województw, ale trzeba zakasać rękawy i walczyć dalej z problemami. Sukcesem było co by nie mówić EURO 2012 i oczywiście zmiana szefa w Polskim Związku Piłki Nożnej. Gorzej jest na rynku pracy, w szczególności rynku pracy ludzi młodych oraz w służbie zdrowia. Właściwie to lekarze czują się bardzo dobrze, nieźle zarabiają, zarówno w państwowej służbie zdrowia oraz na prywatnej praktyce, gorzej z pacjentami i dyrektorami szpitali. Przykro jest to, że świetne humory dopisują ministrowi zdrowia oraz pani prezes mazowieckiego NFZ. Przy tym chciałbym zatrzymać się chwilkę.

Zgodnie z obowiązującą Konstytucją każdy Polak ma bezpłatny dostęp do państwowej służby zdrowia, może zatem korzystać z lekarzy pierwszego kontaktu, zwanych czasem pierwszego uderzenia, przychodni, szpitali ... oraz szpitali specjalistycznych. W Polsce podobno pieniądze wypłacane przez NFZ-ty płyną za pacjentem, ale jakoś w przypadku województwa mazowieckiego płyną pod prąd, bo wszystkie nie dopływają. Może płyną tak wolno, jak długo czeka się w kolejce do mazowieckich lekarzy. W budżetach szpitali na Mazowszu brakuje 800 milionów złotych na 2013 rok. Mamy 16 województw i 16 Narodowych Funduszy Zdrowia. Zgodnie z przepisami, każdy z nas może leczyć się gdzie chce, musi tylko jeszcze do końca roku przedstawić dokument potwierdzający odprowadzanie składek zdrowotnych, od 2013 roku podobno nie będzie to już potrzebne bo NFZ będzie wiedział dokładnie kto płaci a kto nie, to bardzo ciekawe. Ogółem na Mazowszu mieszka ponad 5 milionów Polaków, średnia wojewódzka wynosi niecałe 3 miliony. Skoro duża część Polaków leczy się na też Mazowszu, z uwagi na znajdujące się w stolicy specjalistyczne szpitale, to dlaczego NFZ szacuje budżety mazowieckich szpitali nie biorąc pod uwagę kosztów ponoszonych przez te jednostki. Logicznym jest zatem, że jeżeli na Mazowszu leczy się więcej chorych niż w innych województwach, z uwagi na to potrzeby finansowe tych szpitali są znacznie większe niż w pozostałych województwach. To proste jak konstrukcja cepa, ale dla urzędników w NFZ jest to nie do ogarnięcia.

Drugim problemem powodującym deficytowe plany finansowe w tym roku oraz w przyszłym, w szczególności szpitali psychiatrycznych, są niezmienne od lat kilku dobrych lat ceny poszczególnych badań, czy jak to tam się nazywa punktów. Jak ma nie być deficytu w służbie zdrowia skoro koszty szpitali ciągle rosną a świadczenia opłacane są przez NFZ na stawkach takich jakie były kilka lat temu. Przecież to chore, wręcz nienormalne i nigdy się nie zbilansuje. Nawet podnoszenie składki zdrowotnej w tym przypadku nic nie zmieni bo przecież wycena przez Narodowy Fundusz Zdrowia świadczeń cięgle będzie zbyt niska do faktycznych kosztów jakie trzeba pokryć. Chyba, że co roku będziemy podnosić składkę, tylko co się stanie jak dojdziemy do 100% naszego wynagrodzenia. Uważam, że sprawami służby zdrowia powinni zajmować się menadżerowie znający się na zarządzaniu firmą, a nie lekarze.

Politycy powinni naprawdę się zastanowić nad problemami naszego kraju, zarówno ci prawicowi nawołujący do wewnętrznej rozróby i zmian w ławach rządowych jak i ci będący u steru. Nie oszukujmy się na wzajem, że damy radę, bo aby dać radę trzeba coś robić a ja tu nie widzę działań tylko walkę o słupki. Jeśli jeden z drugim nie ma pomysłu co zrobić z bezrobociem, służbą zdrowia i finansami państwa powinien podać się sam do dymisji. Chyba, że chodzi tylko o wynagrodzenie, ale to i tak prędzej czy później będzie musiał zrezygnować.

Z gadania dzieci nie będzie jak mawia mój znajomy sołtys, myślę, że nie tylko dzieci. Zdaniem Philipa Zimbardo znanego w Polsce jako autor książki „Efekt Lucyfera”, który ożenił się z polską lekarką nomen omen Maślak Krysią więc coś o nas wie i oto jego osąd: Polacy za bardzo marudzą i użalają się nad sobą, a za mało są dumni z własnych osiągnięć i ich pięknego kraju. Zatem od 1 stycznia 2013 roku od rana z uśmiechem na twarzy i z optymizmem w sercach cieszmy się, że jesteśmy Polakami, że mieszkamy w Polsce i zwracajmy uwagę na drugiego człowieka. I co najważniejsze znajdujmy czas dla naszych najbliższych.

Ja ten nadchodzący rok biorę za bary oczywiście jak to Twardy na miękko.



wtorek, 20 listopada 2012

Koniec „płockiego szejkanatu”

Ostatnimi czasy, czyli ostatnie kilkanaście albo nawet od kilkudziesięciu lat, podobno Płock żyje z Orlenu, a moim skromnym zdaniem Orlen żyje, czyli żywi się Płockiem. Ta zależność tylko z pozoru tak ładnie wygląda. Nie można stwierdzić aby była ona oparta na rzeczywistej miłości - nawet - platonicznej. Orlen jak żył tak żyje z Płocka, a Płock tylko istnieje obok Orlenu.

W lokalnej prasie i na lokalnych portalach ostatnio zawrzało. Ukazało się dużo informacji o tzw „czarnej liście” czy też „liście śmierci” płockich przedsiębiorstw, które nie mogą uzyskać zleceń do prowadzenia prac na terenie koncernu, a nawet gorzej nie mogą nawet ubiegać się o takowe. Zaraz po tych artykułach wystąpiła wśród radnych miejskich oraz wśród związków zawodowych "gorączka sobotniej nocy". Chocholi taniec podobny do samby zawirował w umysłach i na językach wspomnianych tu zainteresowanych.
Stało się i zaatakowali. Kogo ano panującego nam miłościwie prezydenta, zarzucając mu, że zarząd spółki ma w nosie mieszkańców Płocka, pracujących w koncernie oraz; samego prezydenta, gdyż na spotkanie wysłał prawnika, czy też radcę prawnego. Proponuję naszym zainteresowanym ustalić kim jest wysłany czy też posłaniec i czy należałoby mu wyciąć język, jak to w „Krzyżakach” my czytali: w imieniu zarządu Orlenu gość i jakie miejsce zajmuje w hierarchii spółki. Tańce i wygibasy na nic się zdadzą, bicie piany i otwarte listy również.

Nie wiem ile w powyższym prawdy, ale wiem jedno, poprzedni prezydenci Płocka wraz z radnymi także nie potrafili współpracować czy tez znaleźć wspólnego języka z Orlenem na tyle sprawnie aby miasto miało z tego tytułu przez miniony czas jakąkolwiek korzyść. Od czasu do czasu koncern dofinansowuje różne przedsięwzięcia, jeśli ktoś ładnie poprosi to zawsze zyska wsparcie, pyskowanie na nic się zda, jak to w życiu. Przecież: „pokorne ciele dwie matki ssie”.
Niech nikt nie mówi z zacietrzewieniem, że Orlen zatrudnia mieszkańców Płocka, bo niby kogo ma zatrudniać; mieszkańców Krakowa? Też zatrudnia, ale podstawową siłą roboczą są Płocczanie, i to oddani Płocczanie, Płocczanie którzy budowali ten koncern i którzy mieszkają z rodzinami często w smudze strasznie miłych lub nie, jak kto woli, zapachów. /ponoć jak zwracał mi uwagę pewien samozwańczy purysta językowy posiłkując się GW - Płocczanie - powinienem pisać przez małe pe, ja pie.... jego uwagi i trwam przy swoim, bo Płocczanie to Wielcy Ludzie. Amen.

Poprzednicy obecnego prezydenta Płocka byli bezradni i to jest niezaprzeczalny fakt. Po co więc teraz radni atakują obecnego włodarza, skoro wiedzą, że nic na tą chwilę również oni sami nie zrobią. Chyba, że już rozpoczęli brutalną kampanię wyborczą do jakiej niestety już przywykliśmy , ale to jeszcze dwa lata więc niech się nie wystrzelają za szybko z argumentów. Nie bronię Pana Prezydenta, / tu chyba wystraszyłem się tego purysty, bo jest on wyjątkowo upierdliwy i jak twierdzi przeżył wielu prezydentów tego miasteczka jak złośliwie powiada wydaje mi się jednak, że nie po drodze nam z Orlenem. W Orlenie liczy się zysk bo to przecież przedsiębiorstwo. Dla czego nam nie po drodze ano to proste jak budowa cepa, i od razu powiem że cep to takie urządzenie które było przez rolników wykorzystywane w dawnych czasach do młócenia zboża, tudzież do utrzymania porządku na gospodarstwie którego teraz tak brakuje w domach, bo w zarządzie Orlenu nie ma nikogo z Płocka. Byłem małym dzieckiem kiedy prezesem "kombinatu" był Pan Jaskóła, i powiem tak, wszyscy doskonale wiedzieli kto jest prezesem, a najlepiej wiedzieli mieszkańcy. Płocczanie mieli tam swojego przedstawiciela, który znał potrzeby i wiedział jak dbać o miasto. Warto zatem poprosić naszych wybranych przedstawicieli aby coś zrobili, podjęli jakieś działania czy też jednogłośnie doprowadzili do tego aby nasze piękne miasto miało swojego przedstawiciela w spółce. Nie drapmy się między sobą, nie tańczmy, nie kopmy się po kostkach i gdzie tylko popadnie, tylko walczmy wspólnie, my i nasi przedstawiciele na różnych szczeblach administracji samorządowej i rządowej. Oby żyło się lepiej nam i naszym dzieciom. Walczmy to nie znaczy róbmy pikiety, marsze tylko rozmawiajmy, rozmawiajmy rzeczowo na temat i z argumentami, słuchajmy drugiej strony bo na tym chyba polega polityka aby rozmawiać, dyskutować, sprzeczać się dla dobra wszystkich a nie tylko jednostek.

Pozdrawiam jak zwykle szczerze uśmiechnięty
Twardy

OKIEM OJCA

Przyjście na świat każdego dziecka to wielkie wydarzenie w życiu nie tylko jego rodziców, ale także w wymiarze całego społeczeństwa. Tak się składa, że dobre 3 miesiące temu / w czasie kiedy to piszę/ udało mi się zostać po raz drugi ojcem. Patrząc na ostatnie miesiące ciąży /mojej żony oczywiście/ zacząłem sobie analizować sytuację kobiet w stanie błogosławionym. Drugim powodem moich przemyśleń są nadchodzące zmiany w przepisach, które zaczną obowiązywać od 2013 roku, które spowodują, że becikowe przysługiwać będzie tylko tym, których dochód na osobę w rodzinie wyniesie tylko czy aż 1922,00 zł netto. Dodatkowo proponowane zmiany z wydłużeniem urlopu macierzyńskiego do całego roku zaczynie zapewne spędzać sen z oczu przedsiębiorców. Jakie warunki państwo zapewnia ludziom chcącym walczyć z malejącą demografią? Temat oczywiście jest co chwilę odgrzewany w mediach, ale jak to w mediach, krótko i zawsze w niejasnym świetle. Wiem, że malejąca liczba urodzeń jest negatywnym zjawiskiem dla każdego społeczeństwa. Jak zatem zachęcić, w większości, młodych ludzi do podejmowania świadomych decyzji związanych z zaplanowaniem i urodzeniem dziecka oraz jego wychowaniem.
W Polsce na 1000 mieszkańców rodzi się podobno tylko 10 dzieci, jesteśmy na szarym końcu, jeśli patrzymy na wskaźnik dzietności. Możemy śmiało mówić o zapaści demograficznej. I co dalej?

Najpierw muszę skupić się na „dodatnich plusach” narodzin. W moim odczuciu gdy kobieta z mężczyzną decyduje się świadomie na poczęcie dziecka robi to z jednej strony z miłości, a z drugiej, z poczucia obowiązku, tak obowiązku, bo są jeszcze tacy, co tak rozumują: względem siebie, względem społeczeństwa i względem państwa. Dzięki takiemu idealistycznemu, być może podejściu, może istnieć społeczeństwo, stanowiące państwo. Im więcej takich „odważnych bohaterów” tym wartość państwa również rośnie. „Plusem dodatnim” jest wzrost demograficzny, nowe ręce do pracy, a za tym wzrost gospodarczy (to z perspektywy ekonomicznej państwa, z punktu widzenia początkowej ekonomi założonej rodziny to są same „debety” ale w przyszłości, a więc na starość rodziców teoretyczne zapewnienie, że będzie się miał kto nimi zaopiekować.

Mamy zatem emocje, uczucia, ekonomię powiązaną z poczuciem bezpieczeństwa rodziców, dumę ale co daje nam nasze Państwo. W telewizji jakiś czas temu podniecali się bardzo mocno różni ludzie, że koszt wychowania dziecka to około 200 tyś. złotych na przestrzeni tych 18 -20 lat. Opieka lekarska kobiety w ciąży jeszcze jest niby darmowa, ale i tak większość kobiet korzysta z prywatnych gabinetów ginekologicznych. Za badania trzeba płacić w prywatnych laboratoriach, bo przez 9 miesięcy by się człowiek, ten nie narodzony, nie doczekał pobrania krwi, z uwagi na panujące kolejki w społecznej służbie zdrowia. Jeśli ludzie chcący powiększyć rodzinę nie mogą mieć dzieci to powstaje nie lada kłopot, badania, przygotowanie i zabieg in vitro, koszt około 12-15 tysięcy złotych. Gdyby tylko koszty w takim przypadku były jedyną przeszkodą pewnie rodzice daliby sobie radę ale jeszcze przecież zagrożeniem dla dziecka poczętego w ten sposób jest napiętnowanie społeczne w szczególności ze strony tak wyrozumiałego i przebaczającego środowiska katolickiego, które jest źle nastawione na fakt zastępowania Boga możliwościami technicznymi.
Jestem osobą wierzącą i praktykującą oraz świadomą i nie kłóci się z moim sumieniem i światopoglądem sytuacja, w której Bóg daje nam rozum i przez to możliwość wspomagania narodzin przy pomocy pewnych zdolności umysłowych i sprzętowych. Zostawmy ocenę ludzi, którzy korzystają z tego typu rozwiązań Bogu na sądzie ostatecznym a nie ich piętnujmy.

Naturalny poród też jest darmowy, z cięciem cesarskim już gorzej, najlepiej jak się ma prywatnie opłaconą położną, która doradzi pomoże i wyręczy w co najmniej 80% lekarza. Mądry personel namawia na naturalny poród, nie pozwala karmić narodzonego dziecka butelką, tylko piersią, bo ktoś powiedział, że mleko matki jest dużo lepsze niż sztuczne. Moje pierwsze dziecko wychowało się na mleku modyfikowanym i jest naprawdę i dobrze rozwinięte i bardzo mądre, obecnie drugie dziecko też jest karmione z butelki i rośnie jak na drożdżach. Niejeden mądrala może mieć swoją teorię, biały personel robił krzywe miny i denerwował żonę, że nie chce karmić piersią.
Gdzie zatem mamy godność i wolność w podejmowaniu decyzji. Człowiek po to ma mózg (może nie każdy, ale ja z pewnością coś takiego posiadam i moja żona też) i wolną wolę, aby decydował co jest dla niego dobre. Sam Wszechmogący nam dał rozum większy niż przysłowiowej małpie, więc korzystajmy z niego w każdym przypadku lub chociaż próbujmy.

Po narodzinach dziecka też nie jest lepiej, państwo nie finansuje nic, ponieważ nawet mleko i pampersy w pierwszych dniach trzeba mieć swoje, chyba że niemowlak ma skazę białkową, to dostaje zniżkę na mleko modyfikowane. Po 9 miesiącach oczekiwań w końcu można złożyć wniosek o słynne becikowe. Jakże leż było problemów aby je uchwalić, ile populizmu i gadania pustogłowych posłów i to w większości mężczyzn ale udało się. Pieniądz popłynął do ludu, który wyczekiwał na papierkową mannę z nieba.
Ludzie czekają na to wyróżnienie aby kupić kilka paczek pampersów, krem do pupki niemowlaka i po becikowym. Jakoś społeczeństwo po uchwaleniu tej zapomogi nie rzuciło się do pracy i chęci zdobywania łatwych pieniędzy. Ktoś tam wymyślił aby becikowe było uzależnione od dochodu, a ja na to tak: albo wszyscy albo nikt. Nasze państwo stale wyróżnia i dzieli nas po dochodach a to raczej jest niesprawiedliwe. Każdy się rodzi tak samo, bo w bólach, i każdy ma na starcie równe szanse.

Dziecko rośnie, rośnie i po 4 latach przychodzi czas na przedszkole. Nowe wydarzenie w dziejach całej rodziny od mamy do babci i dziadka, najczęściej z traumatycznym przeżyciem dla wszystkich zainteresowanych, bo przecież powszechnie wiadomo jak trudno dostać się kandydatowi na przedszkolaka do przedszkola. Kolejki jak w latach osiemdziesiątych za wszystkim, oprócz przysłowiowego i realnego octu. Jak już po wielu próbach dziecko dostanie się do tego przybytku, no to oczywiście najlepiej, aby rodzice płacili, albo co najmniej dopłacali. Państwo wypina się i maglaczy, jak u Kargula z nawozami, nigdy nie ma kasy na nic, a już najmniej na dzieci. Nie będę pisał już o kosztach jakie ponoszą rodzice na różnego rodzaju wyprawki do przedszkola, składki, zajęcia dodatkowe ... ... Po przedszkolu, szkoła podstawowa, gimnazjum (bardzo trudna bo dzieci myślą, że są już duże, ale głupota w głowie ciągle taka przedszkolna, może zerówkowa), szkoła średnia, a potem studia, bo żaden rodzic i żaden młodzieniec nie chce być zwykłym robociarzem, tudzież lakiernikiem lub spawaczem, każdy ma aspiracje, na co najmniej magistra. Nie mówię, że to źle, ale to ciągła „kwadratura koła”. Patrząc na to całe zamieszanie każdy widzi, że rodzice cały czas finansują wszystko z uśmiechem na twarzy i nadzieją, że ich dziecku się uda w wyścigu szczurów i będą na mecie „kimś”, z niezłymi pieniędzmi. Nie mówię, że mają nie finansować, jak się powiedziało chcę, to trzeba dalej mówić: „bulę” ale to nie o to chyba chodzi?.
Tak na koniec, bo się rozpisałem, chciałbym właśnie zapytać, jeśli można, jak Państwo polskie wspiera rodziców, chociaż na tym pierwszym etapie przedszkolnym? Myślę, że takie przedszkola powinny być jednak dla wszystkich dzieci darmowe. Jak zadbamy o tych najmłodszych, to może, jak nam dorosną zadbają i o nas.

Oby tak było, oby tak się stało!
Twardy

czwartek, 25 października 2012

PAŃSTWO SŁUPKÓW, KOŁKÓW I PACHOŁKÓW


Specjaliści od słupków, jak to przewrotnie w nocnych rozmowach Polaków nazywam „sondażownie”, mają teraz klawo. Grosz częsty, łatwy i przyjemny, kiedy słupki sięgają wysoko tym co są przy władzy lub tym co chcą bardzo zaistnieć i nie zniknąć z rzeczywistości politycznej. Słupki są zamawiane non stop a to przez największe partie a to przez media. 
Mała partia ta od wesołych zachowań spowodowanych paleniem maryhy też zamawia nieraz słupki po tym jak zorganizuje jakieś publiczne "palenie trawy" i ankieterzy trafią na zarajefajnych na tym punkcie. Wtedy im trochę drgnie i jak im tak zacznie drgać to może to wywołać jakiś rezonans, a to jak pamiętamy z lekcji fizyki może okazać się zgubne, szczególnie na dużej wysokości i przy dużej prędkości.

Tymi słupkami katują nas często i mocno, różnice są nieraz w granicach błędu statystycznego, ale komentarze do tych wyników są często już ogromną pomyłką, jeśli nie całkowitą porażką. To zależy kto i kogo komentuje. Rządu POPISU nie udało się Polakom zafundować, ale słupkowy sejm już tak.

Że też nie ma żadnego sądu, surowego sądu i jeszcze surowszych wyroków na tych mądrachełków co to fundują nam kołki i pachołki w mieście. Podam przykład mi najbliższy mojego ukochanego miasta Płocka. Parkingów jest tu co kot napłakał, a tam gdzie można by zaparkować stawia się szlaban kołka lub pachołka, albo znak zakazu z adnotacją co czeka delikwenta, który zakaz złamie. Ponieważ obraz znaczy więcej niż 1000 słów obiecuję i zobowiązuję się, że zamieszczę kilka fotek takich miejsc, o których tu wspominam w najbliższym czasie, a może jakiś konkurs ogólnopolski zdołam ogłosić. Kupi jeden z drugim obiekt w dobrym punkcie miasta i zaraz trach; teren prywatny, szlaban, zakaz, kołek i pachołek. Ta przypadłość dopadła też jednego radnego z płockiej Rady Miasta. Chce zamknąć całą ulicę, która akurat przebiega obok gmachu, w którym przesiaduje, tak przesiaduje, bo póki co nie widać jakoś efektów jego pracy i przemyśleń. Zaiste nie tylko kraj ale i moje miasto pełne jest kołków i pachołków. Ten domorosły specjalista od zamykania ulic i tak nie zazna spokoju bo dopadnie go zemsta Krzywoustego, ku czci którego płocczanie monument wystawili i tam wycieczki podążać będą. A ile taka dzieciarnia potrafi wyprodukować w swoich gardłach decybeli, to tylko pryncypał, jakby nie było nauczyciel przecież, może mu powiedzieć; warkot silników to przy tym mały pikuś.

Zatem ja twardo obstaję, za wycinaniem kołków i pachołków z naszych ulic i parkingów oraz z list wyborczych. Może to są tylko marzenia, ale: "Wszystko się może zdarzyć gdy głowa pełna marzeń"
http://www.youtube.com/watch?v=ruQJ1difOS4&feature=related i coś do samodzielnego wykonania:
http://www.youtube.com/watch?v=MxSP7GDIdT4&feature=related

Najważniejsze, że po dzisiejszym dniu, każdy mieszkaniec Płocka będzie mógł tworzyć budżet miasta. Inicjatywa fantastyczna na trudne czasy, idealna na kryzys. Im więcej osób będzie myślało tym większe szansę, że nic się nie zrobi. Oj będzie pewnie mnóstwo pomysłów, ja już mam jeden: mało pachołków i więcej parkingów, szczególnie poproszę Panie Prezydencie przy szpitalu wojewódzkim na osiedlu Winiary.

Twardy

czwartek, 18 października 2012

Narodowy zawrót (d...) głowy


Co za pech, co za pech miał być mecz a stadion zdech/ł. Ładne rzeczy, ładne rzeczy a Robercik tylko beczy: jak nie zamknąć ojcze drogi tego dachu było trza, przecież ja mam tylko nogi a gdzie głowa mądra ma. Obrażeni trzej panowie, każdy z nich swą rzepkę skrobie. Tu obrona a tam atak, pewnie przyda się armata. Jakaś cięta blond panienka w radio zwalniać chce sportsmenka. 

Jakieś fatum wisi ciągle nad stadionem narodowym, jak nie murawa to problemy z dachem. Nic się nie stało, Polacy nic się nie stało, przecież tylko popadało. Cieszę się, że chociaż Biało-czerwoni nie dali plamy drugiego dnia i zremisowali. Trzeba przyznać, że się starali, naprawdę. 

Jak to bywa, zaraz po niby skandalicznym przełożeniu meczu mędrkują w mediach nasze "rozgwiazdy". Zaraz robią z naszego kraju jakiś trzeci świat, czasem może coś się popsuć, nie wpadajmy w paranoję. Nie wiem czemu tylko wciągnęli w to naszego Premiera, czy on sam się wciągnął chcąc jak zwykle błyszczeć. Dziwi mnie, że głowa rządu zajmuje się czymś takim jak strugi deszczu. Czyżby w najjaśniejszej nie było ważniejszych rzeczy niż kłótnie pomiędzy PZPN i Ministerstwem Sportu oraz kibicami. Jakieś kontrole nasyłają na panią Muchę. Co to da jak i tak odszkodowania trzeba będzie płacić i to mam nadzieję, że duże. Podoba mi się to, że można odzyskać parę groszy. Na Białorusi, Tadżykistanie albo w nawet Rosji pewnie nie byłoby to możliwe ale w Polsce, kraju z europejskimi ambicjami i tradycjami, już można walczyć o swoje. Niech tylko Pan Gowin uwolni jeszcze kilka zawodów, w tym adwokatów, to zwroty murowane. Szkoda, że przez likwidację 79 sądów będzie to trwało pewnie latami. Polak cierpliwy, nie takie rzeczy znosił. 

Służby specjalne lepiej wysłać w inne ciekawsze miejsca a nie do NCS i Ministerstwa. Najwyżej znajdą lub nie, dokument, w którym ktoś albo zgłosił możliwość zamknięcia dachu lub nie zgłosił. Szkoda kaski na takie drobiazgi. Wiem, że będzie kolejny sukces medialny PO bo Premier zwolni przez Panią Ministrę prezesa NCS ale to obłęd. Lepiej niech Premier powalczy w Brukseli o kaskę na następne lata dla naszych regionów. 

Na drugi raz budujmy stadiony z zakrytym dachem, nie będzie problemu z przewidywaniem pogody, nie będzie musiał Premier się denerwować i będzie mógł spokojnie zagrać w gałę nie bacząc na deszczyk czy też dreszczyk emocji. 
A może zróbmy jakiś marsz, to nam naprawdę dobrze wychodzi.

Twardy