czwartek, 29 maja 2014

Wybory i energetyka

Podchodząc w niedzielne popoludnie do urny wyborczej liczylem na rozsądek i wiarę w lepsze jutro. Wierzyłem, że podejdziemy jako naród do tak ważnej sprawy jak wybory do Parlamentu Europejskiego, ze spokojem, rozsądkiem i odpowiedzialnością. No cóż, poraz kolejny myliłem się. 

Nie ma co rozwijać tego co się stało, choć to przykre, że olewamy w ostanim czasie każde wybory. Frekwencja naprawdę marna, Polacy nie wierzą, że mogą swoją postawą wpływać na nasze jutro. Nie ma co prawić morałów ale po prostu wstyd. Nie narzekajmy, że jest jak jest bo swoją postawą sami do tego doprowadzamy. Nie mówmy, że nie ma na kogo głosować, bo to też nie prawda. Jest tylu różnych kandydatów, że aż głowa boli. Czasami od tego ich bełkotu i głupot. Trzeba po prostu się zastanowić chwilę, poznać co mają do zaoferowania a potem wybrać. 
Było minęło, zobaczymy rezultaty tych wyborów już za chwilę. Niepokojące jest to, że w społeczeństwie kumuluje się bardzo duży ładunek agresji, który dał mały upust pod postacią zabawnego Korwina. Również sam sposób prowadzenia kampani przez niektóre partie, taki negatywny, dzielący społeczeństwo, pewnie będzie wykorzystywany podczas zbliżających się wyborów samorządowych.

Zaciekawiła mnie ostatnio wypowiedź różnych osób jakie to ważne, aby będąc w Parlamencie Europejskim dbać o bezpieczeństwo energetyczne Polski. Ciągle ten sam temat i ciągle tylko temat. Skoro tak bardzo zależy nam na uwolnieniu się od dostaw ropy i gazu od Rosji to po cholerę nie wybudowaliśmy do tej pory żadnej elektrowni jądrowej? Nie czarujmy się, że to duże zagrożenie. Patrząc na naszych sąsiadów z pólnocy, południa, wschodu i zachodu każdy praktycznie takową posiada. Jeśli będzie awaria to i tak nasz kraj zostanie skażony. To wstyd, że przez kilkadziesiąt lat ciągnie się ten sam temat i nikomu nie zależy za bardzo aby naszą energetykę postawić na nogi. Już nawet nie chodzi o wydawane bez sensu pieniądze na te martwe projekty, bardziej chyba powinno nam właśnie zależeć na samodzielności energetycznej. Mamy i świetnych naukowców i bardzo zdolnych inżynierów, firmy z ogromnym potencjałem. Trzeba tylko chcieć. Już słychać, że system podatkowy związany z wydobyciem gazu łupkowego to tragedia, która spowoduje brak opłacalności wydobycia tego surowca. W końcu na czym nam zależy, na rozwoju czy na cofaniu się w tym rozwoju?

Mam nadzieję, że w nadchodzących wyborach samorządowych pokażemy, że Polacy potrafią wybierać i potrafią cieszyć się demokracją. Ja będę głosował i będę startował. Jeśli ktoś nie widzi dobrego kandydata niech sam wystartuje :). Nie ma taryfy ulgowej.

Biorę to na miękko 

niedziela, 13 kwietnia 2014

Majowy wścig

Zbliżający się miesiąc maj to ważny okres dla nasz wszystkich. Oprócz planowanych urlopów, odpoczynku na łonie natury, niezwykle ważne będą wybory do Parlamentu Europejskiego. Czy końcówka maja będzie dla Polaków szczęśliwa? Pamiętajmy, że zależy od nas samych! Do tej pory w wyborach do PE najsłabszą stroną była frekwencja wyborcza. Poziom około 25 % to stanowczo za mało, aby czuć się prawdziwym demokratą i Europejczykiem. Nie potrafimy sięgać po nasze prawa i nie potrafimy korzystać z tego prawa. Nie widzimy możliwości wielu zmian, jakie przed nami odkrywa prawdziwa wolna Polska i wywalczona po wielu latach demokracja. Obawy o frekwencję również są zmorą komitetów wyborczych. Przyczyna leży moim zdaniem w słabej jakości polskiej dyskusji politycznej i przekazywanych zniekształconych obrazów i treści przez ogólnopolskie media. Zaczynam rozumieć, choć nie pochwalam, udział celebrytów na listach do PE. Skoro najwięcej jest w telewizji programów rozrywkowych, gdzie oglądalność podnoszą sztuczne piersi Natalii, to dlaczego na listach niby poważnych ugrupowań politycznych nie ma wystąpić była żona Cezarego Pazury lub walczący Tomasz Adamek. Obecnie popularność to głos otumanionego, znudzonego i nie lubiącego wyzwań tłumu. Skoro tak, to tak mamy. Czy to jest dobre rozwiązanie dla Polski zobaczymy już w maju a następnie za kolejne 5 lat.
Nie można powiedzieć, że Polacy nie mają z czego wybierać. Wiele komitetów oraz ich ciekawi i barwni przedstawiciele ujawniający różnorodność poglądów politycznych dają nam przecież możliwość zapoznania się z programem. Pomagają nam zdecydować na kogo mamy głosować. Pomysłów jak pozyskać wyborcę z pewnością nie zabraknie. Oglądając w ubiegłym tygodniu program „Premierzy”, w którym uczestniczył Waldemar Pawlak oraz Krzysztof Bielecki, z ciekawością słuchałem opinii eksperta, byłego ambasadora, który stwierdził, że brakuje podczas tych „igrzysk” merytorycznej dyskusji na temat przyszłości UE. Nawet powiedział mocniej, że najważniejsze dla kandydatów jest to aby ponownie wygrać wybory ale jak najmniejszym kosztem.  Uważam, że nie we wszystkich przypadkach tak jest, bo są na tej planecie jeszcze osoby dla których naprawdę ważne jest dobro Polski, ale niestety istnieje duża liczba pseudo polityków, którzy idą tym tropem. Niestety też wygrywają. 
Początkowo się z tym stwierdzeniem zgodziłem jednak po piątkowej debacie kandydatów z Mazowsza, która to odbyła się w murach Muzeum Mazowieckiego w Płocku uważam, że wizja wśród kandydatów jest. Na debacie spotkały się osoby z pierwszych miejsc na mazowieckich listach. To cieszy, że przysłowiowe „jedynki” poważnie podeszły do zaproszenia i prawie punktualnie stawiły się w wyznaczonym miejscu. Organizatorami tego spotkania były odpowiedzialne płockie instytucje i media – Business Center Club Płock oraz Tygodnik Płocki. Muszę stwierdzić, że pytania zadawane kandydatom w kilku przypadkach sprawiły trudności w formułowaniu odpowiedzi przez odpytywanych. Ja, będąc uważnym uczestnikiem tej debaty, ugruntowałem swoją opinię, że największą wiedzę o Parlamencie Europejskim, o sprawach które są dyskutowane na tym polu i o tym jak powinna wyglądać Unia Europejska za 10 czy 20 lat miał Jarosław Kalinowski, startujący po raz trzeci z listy Polskiego Stronnictwa Ludowego. Doświadczony europoseł, już dwie kadencje reprezentujący interesy Polski w Brukseli moim zdaniem jest najbardziej merytorycznym kandydatem wśród wszystkich „jedynek” na Mazowszu. Nie będę wspominał wszystkich odpytywanych uczestników tej debaty jednak tylko trzech, Andrzej Celiński, Ludwik Dorn i wspomniany Jarosław Kalinowski, udzielało dobrych odpowiedzi. Wśród tej siódemki niestety jeden z kandydatów ciągle żył przeszłością i historią, a to nie napawa optymizmem. Kandydatka PO krążyła dookoła Pana Premiera i jej zdaniem jest fantastycznie. Pozostali kandydaci byli dla mnie bezbarwni i nic nie wnoszący do dyskusji.  Podobała mi się również jedna z wypowiedzi Andrzeja Celińskiego, że nie można właśnie w 21 wieku cofać się do tyłu i problemów państwa rozwiązywać patrząc na naszą historię. Należy budować gospodarkę sięgając również za naszą wschodnią granicę, do partnera silnego i niezależnego gospodarczo. Oczywiście nie podoba mi się bardzo polityka Rosji w stosunku do Ukrainy, ale brak podejścia biznesowego i współpracy gospodarczej z tym krajem spowoduje u nas więcej strat i niż dobrego latające F16.
 
Na koniec tej debaty okazało się, że Jarosław Kalinowski to również polityk, który ma odwagę powiedzieć o naszych problemach demograficznych i stwierdzić jednoznacznie, że jeżeli nic polscy politycy nie zrobią z reformą ubezpieczeń to za kilkanaście lat „nie będzie niczego”, jak to mówił Krzysztof Kononowicz.  Przy okazji przypomnę teledysk Grupy Operacyjnej http://youtu.be/XIIFCfJ8JHM
Proszę również Was Drodzy Czytelnicy, abyście aktywnie uczestniczyli w nadchodzących wyborach do Parlamentu Europejskiego. Namawiajcie jak najwięcej osób. Tak to już jest, że niegłosujący nie powinni narzekać. Każdy z nas może zmienić wiele w naszym pięknym kraju, ale aby to zrobić trzeba iść i oddać swój głos. W przyszłości będziemy mieli taką rzeczywistość i takich reprezentantów jak zagłosujemy teraz. Nie zapominajmy, że podstawą 60% aktów prawa tworzonego w Polsce jest prawo uchwalane właśnie w Parlamencie Europejskim. Niech reprezentują nas osoby, które naprawdę mają wizję Unii Europejskiej na kolejne 20-30 latach. Niech będą to osoby, które pamiętają o przeszłości i historii, ale nie stawiają jej na pierwszym miejscu, tylko myślą o tym co czeka następne pokolenia młodych Polaków.

Z okazji zbliżających się Świąt Wielkiej Nocy życzę Państwu spokojnych, pogodnych i radosnych dni. Odpoczynku, wytchnienia oraz ciekawych rozmów przy świątecznym stole.     
 
Twardy na miękko    

środa, 5 marca 2014

Hans Kloss

Jak jest sukces to musi również pojawić się porażka. Obecna sytuacja na Ukrainie w mojej skromnej ocenie jak zwykle nie sprzyja nam Polakom. Giełda tąpnęła, złoty traci na wartości, pewnie zdrożeje zaraz paliwo oraz pojawią się imigranci. Szczęście w nieszczęściu, że wspólnota europejska jak na razie mówi jednym głosem. Walczymy wspólnie o podstawowe prawa każdego człowieka, czy to Ukraińca czy Polaka. Możemy powiedzieć nawet, że w tej walce widać naszą polską odpowiedzialność za drugiego człowieka. My Polacy zawsze potrafiliśmy wplątać się w różnego rodzaju zagrywki polityczne. To nasza polska przypadłość. Tam gdzie dwóch się bije z pewnością trzeciego Polaka zauważysz. Przykre jest to, że nigdy oprócz honoru i satysfakcji nie uzyskaliśmy wymiernego podziękowania za swój trud i przelaną krew. Widać to dokładnie na przykładzie II wojny światowej, Iraku czy Afganistanu. Wysłaliśmy żołnierzy, miały być kontrakty gospodarcze. Dostaliśmy tylko F16, które nie doleciały bez międzylądowania, słyszeliśmy o Klewkach, teraz na tapecie są ciągle tajne więzienia CIA.

Nie jestem przeciwnikiem pomocy, sam staram się pomagać w miejszej skali różnym ludziom. Widzę naprawdę zaangażowanie naszych władz w trudnej sytuacji dla całej Europy. Uważam jednak, że skoro dajemy to powinniśmy też brać. I nie chodzi mi tu o branie tak jak biorą różnego rodzaju prezesi ZUS czy inne cholery. Bądźmy odpowiedzialni, ale z głową. Skoro oddajemy swoje „życie” starajmy się też o pewnego rodzaju rekompensatę za ponoszone straty i ryzyko.


Nie omieszkam przy okazji odnieść się do tematu naszego nowego Hansa Klossa. Ostre wyjście z samolotu na jednym z europejskich lotnisk zdemaskowało zamiary Hansa. Nie wiem już sam po wielu komentarzach i artykułach gdzie leży prawda. Czy to obracające się śmigła silników czy też może wiosenny fircyk zakręcił tak nieszczęśliwie postacią Hansa, że niemieccy pogranicznicy od razu zwrócili na niego swoją uwagę. Pewnie gdyby nie słaba znajomość języka niemieckiego nic by się nie stało a tak słyszeliśmy na nowo różnego rodzaju ważne komendy typu „raus” czy hande hoch”. Próba tłumaczenia tej sytuacji przez Hansa była mizerna tak jak jego zachowanie. Gdzieś tam widziałem wpisy na blogach, że złamano prawo unijne gdyż europosła nie ma prawa nikt zatrzymać jak wraca z posiedzenia. Jakiś bełkot chyba. Konkluzja taka: facet nie potrafisz pić lub organizm ci nie pozwala to nie pij. Nie ma jak ułańska fantazja. Tylko czy musi nam ona jak zwykle psuć wizerunek? Panie nie nadajesz się pan na europosła.

Nie ma jak na miękko.   

Janosik

Pierwszy kwartał 2014 roku obfituje w wiele ważnych wydarzeń. Bardzo się cieszę, że pierwsze dni marca dla Mazowsza są bardzo udane i perspektywiczne. Po wielu latach trudnej walki, braku zrozumienia problemu „janosikowego” oraz nękania władz samorządu województwa, a w szczególności marszałka Adama Struzika, Trybunał Konstytucyjny wydał wyrok: „janosikowe” niezgodne z Konstytucją. 

Parafrazując byłego prezydenta mógłbym krzyczeć oddajcie nasze 6,4 mld złotych ale nie będę zachowywał się jak populista i strugał wariata. Po raz kolejny okazało się, że przepisy są do bani, że nie nadążamy za zmianami gospodarczymi, a jeśli pojawi się problem to naprawa złych przepisów trwa latami, wpędzając Polaków w coraz trudniejsze tarapaty.

Całe szczęście, że na Mazowszu są osoby, które widzą problemy i którym chce się nimi zajmować. Niektórzy lubią tylko krzyczeć. Nie piszę materiału promującego Pana Adama Struzika i posła Piotra Zgorzelskiego, gdyż nie ma takiej potrzeby. Bezsprzecznie Ci dwaj panowie, jako jedyni walczyli z niesprawiedliwością na każdym etapie swojej publicznej egzystencji. Mimo wielu przeciwnościom i dużej niechęci kolegów, i parlamentarzystów i samorządowców, do znudzenia tłumaczyli o problemie, powstałej nierówności i braku solidarności. Chylę czoła przed determinacją, uporem i wiarą w sukces.


Najważniejsze już za nami. Jako mieszkaniec Mazowsza cieszę się, że muszą teraz nastąpić zmiany, które mam nadzieję pozwolą na dalszy rozwój naszych gmin, powiatów i województwa. Smutne tylko jest to, że zmiany nadejdą za wiele miesięcy, ale co wygraliśmy to nasze.

niedziela, 3 listopada 2013

Zaduma


W dniu dzisiejszym żegnamy jednego z najwybitniejszych Polaków. Ostatni czas, czas związany ze świętem zmarłych i zaduszkami, pozwolił nam na wiele refleksji. Z pewnością w niejednej głowie padały pytania: dlaczego tak szybko, czemu to akurat on, gdzie my pędzimy, co mam zamiar robić od następnego dnia, czemu nie wyszło, ... . Pytań setki a nawet tysiące i tak naprawdę niejasne lub brak odpowiedzi.
Zmienił się cały świat, zmieniliśmy się i my, nie mogliśmy się nie zmienić. Zawsze człowiek stara się dościgać pędzący świat aby inni nie patrzyli na niego jak na dziwaka. Czasem, nawet w Polsce, rodzą się osoby wybitne, na których mijający czas nie ma wpływu. Osoby które żyją życiem opartym na wielu zanikających wartościach, dla których nie liczy się ile mam, czym będę jeździł, gdzie pojadę na wakacje. Liczy się po prostu drugi człowiek. Drugi człowiek ale tak kompleksowo, z jego wadami i zaletami. Można powiedzieć nawet, że dla takich wybitnych jednostek liczy się świat i to co się na tym świecie dzieje. Taki myśliciel, filozof, ktoś kto myśli o innych, najczęściej w ciszy swojego życia nie zwraca uwagi na ubranie, jedzenie ale za to zwraca ogromną uwagę na wypowiadane słowa. Słowa, które dla jednych są siłą napędową do dalszego działania, pozwalają na otrząśnięcie się z marazmu i komsumpcjonizmu, a dla innych, żyjących z dnia na dzień i myślących tylko o sobie, działają jak ogień. Jestem pewien, że taką osobą był Pan Tadeusz Mazowiecki. Człowiek bardzo skromny, człowiek cieszący się każdym dniem, człowiek którego również nasza Polska wiele razy wykorzystywała, ale też za wiele mu nie ofiarowała.
Ja osobiście miałem możliwość raz jeden jedyny w życiu spotkać Pana Tadeusza, a było to w płockim ratuszu i to nie tak dawno. Odwiedził swoje rodzinne  miasto. Widziałem jak podczas wypowiedzi wielu osób myśli skupiony nad wypowiadanymi słowami. Sam niewiele mówił, ale jego charyzmę naprawdę można było odczuć. Reprezentowałem Marszałka Województwa Mazowieckiego. Czytając list bardzo się denerwowałem tym że obok siedzi człowiek który słucha.
Patrząc na zmiany ostatnich 30 lat, codziennych informacji i szalonego pędu, dochodzę do wniosku, że żyje coraz mniej wybitnych Polaków. Z każdym rokiem Ci wartościowi odchodzą i niestety nie widać za bardzo następców. Zastanawiam się czy to trudne czasy przemian w naszym kraju spowodowały „wysyp” wielu idealistów, mądrych ludzi. Porównam ten „wysyp” do powstania np. wielu zespołów rockowych, ale takich które są słuchane przez pokolenia. Z opowiadań rodziców i znajomych lata 80 nie tylko były trudne ale były również bogate w kontakty międzyludzkie. W tym czasie powstały takie zespoły jak Perfect, Budka Suflera, Dżem, Republika, Mannam, Bajm, Lady Pank, Kobranocka i wiele innych. Tworząc i grając koncerty nie myśleli co będą z tego mieli, wiedzieli, że niewiele. Może jakąś lodówkę lub pralkę. Może starczyło na skromne jedzenie. Zarówno teksty piosenek jak i strona muzyczna to miód dla duszy i nie można porównać tych piosenek z dzisiejszym marketingowym bełkotem. Każdy koncert to wydarzenie. I właśnie taki był Pan Tadeusz Mazowiecki, dla mnie był WYDARZENIEM. Może i to moje muzyczne porównanie jest słabe jak na człowieka z wyższym wykształceniem ale to porównanie jest w tym czasie zadumy najłatwiejsze. Kiedyś powstawało Coś a teraz powstaje miernota.

Tym razem nie tak na miękko Twardy.

poniedziałek, 14 października 2013

Taki ładny październik


Początek października obfituje w ważne z punktu widzenia naszego kraju wydarzenia. I nie chodzi mi o obrzydliwe i bezsensowne kłótnie w sejmie na temat aborcji czy też tworzenie nowej partii  politycznej przez „palikociarzy”. Tymi wydarzeniami w moim odczuciu jest nowy rok akademicki, a więc inauguracja.

W jedną z ostatnich niedziel wybrałem się na taką uroczystość zorganizowaną przez Szkołę Wyższą im. Pawła Włodkowica w Płocku. Dobre tempo tego wydarzenia, ciekawe postaci z pierwszych stron gazet oraz wykład inauguracyjny prof. Nałęcza uzmysłowił mi zachowania niektórych polityków, a w szczególności młodzieży Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Mówią o sobie socjaliści, ale oprócz haseł rzucanych na potrzeby pokazywania mordek w mediach, rozdawania w trakcie kampanii wyborczej jabłek z samego rana przed fabrykami, nawoływania do walki z kościołem katolickim i marszałkiem województwa mazowieckiego, tego socjalizmu nie uwidzisz. Zacznę od naprawdę ciekawego wykładu profesora Nałęcza na temat funkcji a właściwie roli czy też  uprawnień jakie posiada głowa państwa - prezydent.

Profesor rozpoczął swoją wypowiedź od zacytowania wypowiedzi obecnego premiera w momencie pytania czy będzie premier startował w wyborach prezydenckich. Premier mając nosa i spryt wyrobiony na salonach odniósł się do tego pytania  w sposób bardzo wzorowy jak na polityka stwierdzeniem, że nie interesuje go pilnowanie żyrandola w pałacu prezydenckim. Czyżby premier potraktował głowę  państwa jako głowę państwa, która na swoim stanowisku nie ma nic do roboty i nie ma nic do powiedzenia? Ależ skąd, premier znając historię przed i powojenną, sposób wytyczania uprawnień i walki politycznej, podsumował tym stwierdzeniem sposób kreowania przez niektóre partie polityczne oraz media ważności tegoż stanowiska.

Profesor w sprawny sposób opowiedział historię osłabiania i wzmacniania pozycji prezydenta na przestrzeni ostatnich stu lat. Gdy opowieść zahaczyła o lata budowania Polski demokratycznej, wyłaniającej się krwawo z ciemności komunistycznej po 89 roku uzmysłowiłem sobie, ze faktycznie stwierdzenie TKM w ustach czerwonych kmerów, jak to mówi jeden płocczanin, jest ciągle na topie. Pan Nałęcz opowiadając o pierwszych latach prezydentury Lecha Wałęsy sam przyznał, że z upływem czasu i po mimo osobistego przynależenia do „czerwoniaków”, dostrzega w sposób bardzo pozytywny dążenie prezydenta Wałęsy do uzyskania i utrzymania roli silnego przywódcy, tak jak chciał tego Piłsudski. Historia walki politycznej pokazuje jak to właśnie socjaliści w początku budowania demokratycznego państwa polskiego starali się odebrać cechy przywódcze, możliwość kontroli nad sejmem słynnemu Lechowi. Gdy nasz noblista przegrał w kolejnych wyborach prezydenckich z niebieskookim lwem lewicy, tańczącym w rytm pioseneczki „Olek, Olek” jego partyjni przyjaciele, słynni nie tylko z ordynackiej ale i z afery kolejnego lwa lewicy Rywina czy też afery starachowickiej, ubrani w sweterek, notabene ciągle na topie po kilkunastu latach nieobecności, odpuścili sobie walkę mająca na celu osłabienie wpływu stanowiska prezydenta na losy naszego kraju. Po co osłabiać prezydenturę skoro prezydent jest nasz. Konkludując nic za bardzo się w polityce tego ugrupowania nie zmieniło, jak jest taka potrzeba i chcą zabłysnąć to walczą z każdym i o wszystko a jak już osiągną wymarzony cel to ciągną w swoją stronę.

Moje wypociny, może trochę chaotyczne, odnoszą się jednak do ostatniego boju, chyba teraz najsłynniejszego obecnie socjalisty Mazowsza wspieranego ukradkiem przez pana w sweterku i przyjaciela takiej pani Aleksandry, która zniknęła z ekranów po nieudanym wpisie w ustawie „lub czasopisma”, z zarządem województwa mazowieckiego a w szczególności z marszałkiem tegoż województwa. Walka nierówna, walka prymitywna, walka opierająca swe argumenty po stronie SLD na myciu samochodów służbowych, zużyciu kawy w urzędzie a może jeszcze przed świętami, na ilości  zużytego papieru toaletowego.

O problemach systemowych  Mazowsza z słynnym już na całą Polskę „Janosikowym” wie już każdy i bardzo dobrze. Szkoda, że dopiero po pięciu latach od zgłoszenia przez władze Mazowsza tego problemu i dzięki PSL zaczyna się nad nim debata. To jest jedna strona medalu. Druga strona medalu to chęć odebrania władzy PSL w samorządzie województwa i dołączenie do watahy Tuska w sejmie przez wygłodniałych „czerwoniaków”. Oczywiście będą mówić, że PSL również głosował za „janosikowym”. Pewnie , że głosował przecież solidarność społeczna jest bardzo ważna ale czasy się zmieniają więc i naliczanie „janosikowego” powinno się zmienić. Właśnie RIO wypowiedziała się na temat problemów Mazowsza. Z pustego i pan Grzegorz nie naleje, chociaż mądrzy się i sztywnieje.

Jednym z przykładów braku zdrowego rozsądku i grania na czas bez odwagi i odpowiedzialności jest fakt bezpłciowego odniesienia się do zakończonego referendum w naszej pięknej stolicy. Chciałbym aby mieszkańcy Mazowsza zobaczyli jak działacze SLD podchodzą do odpowiedzialności za problemy całego kraju na przykładzie właśnie Mazowsza. Kiedy część prawej strony politycznej było za odwołaniem prezydenta Warszawy cześć byłą przeciw tak jak PSL i wspiera kandydatkę co robiło SLD? Ano jak to już bywało chowa głowę w ramiona, nakrywa grzywą i wstrzymuje się od deklaracji politycznej licząc, że może coś się uda urwać przy tym torcie. Ciekawe jak to będzie odebrane przez Panią Prezydent po wygranym referendum.        

Jak historia pokazuje tylko dzięki PSL rozkrzyczani socjaliści, z twarzą posłanki Sensyszyn walczącej z siłą inkwizycji z kościołem, zaistnieli po roku 89 na scenie politycznej i z tym PSL walczą. Niedoceniane jeszcze przez Polaków ugrupowanie środkowej sceny politycznej w naszym kraju jest wyraziste i myślę, że spokojnie z tej konfrontacji wyjdzie bez szwanku a nawet z lepszym wynikiem wyborczym w przyszłym roku. Patrząc na działanie Marszałka województwa mimo ognistej i aż purpurowej krytyki ze strony socjalistów robi po prostu to co do niego należy. Buduje, otwiera, podpisuje kolejne umowy aby na Mazowszu żyło się lepiej.  Wie po prostu, ze odpowiedzialność w trudnych chwilach zastygłej gospodarki polega na ciągłym budowaniu a nie ujadaniu. Ja nie kupuje darmowych jabłek socjalistów, którzy kilka lat temu po wyborach schodzili ze sceny politycznej w hałasie głośnych skandali z przytupem TKM.

sobota, 12 października 2013

Płocka obwodnica


Każdy kolejny dzień w naszym życiu przynosi niespodzianki. Stwierdzenie to jest bardzo trywialne ale jakże trafne. Życie w naszym mieście również przynosi codziennie niespodzianki, zarówno te pozytywne jak i negatywne. Ostatnimi czasy wiele ciekawych rzeczy dzieje się w sferze działalności społecznej różnych grup.

Bardzo ciekawym przedsięwzięciem jest ogłoszona na facebooku na szeroką skalę akcja „Obwodnica dla Płocka”. Pan Gryszpanowicz jako pierwszy podjął się publicznej debaty nad możliwościami i rozwiązaniami tego chyba największego problemu naszego Płocka. Każdy Płocczanin, czy to prezydent, radny czy zwykły mieszkaniec wie, że bez obwodnicy to miasto nie tylko będzie notorycznie zakorkowane ale zacznie być w tempie geometrycznym nieatrakcyjnym punktem na mapie dla potencjalnych inwestorów. Oczywiście jak to w debacie publicznej rozwiązania proponowane przez Pana Piotra mają swoich zwolenników i przeciwników. Ja osobiście uważam, że przy braku współpracy włodarzy miasta oraz okolicznych gmin do niczego nie dojdziemy i nie wybudujemy obwodnicy. Nie ukrywam również, że nie wierzę  w możliwość wpisania do ogólnopolskiego planu budowy obwodnica na lata 2014-2020 przez polski Rząd. Po pierwsze dlatego, że jak zwykle nie ma pieniędzy, po drugie mimo największych chęci brakuje motywacji większości osób zainteresowanych ty tematem z uwagi na brak pieniędzy w budżecie RP, po trzecie bez pozyskania strategicznego partnera prywatnego jakim jest np. PKN Orlen nie ma na to szans. Bardziej jestem skłonny postawić wirtualne pieniądze na wspomnianą współpracę samorządów lokalnych. Jestem pewien, że potencjalna wola samorządów i rozpoczęcie wspólnych rozmów doprowadziłoby o wiele szybciej do zapoczątkowania prac w tym kierunku niż męczenie tematu rządowego programu budowy obwodnic. Nie chciałbym tymi swoimi wątpliwościami gasić rozpalonych nadziei Pana Gryszpanowicza, wiem tylko, że jeśli sami nie zaczniemy planować i rezerwować środków na ten cel w budżetach miasta i gmin to nic z tych wielkich planów nie wyjdzie.

Kolejnym problemem dla mnie jako płocczanina jest panujący na głównej ulicy Płocka notoryczny brud. Chodzi mi tutaj o ulice Tumską. W ostatnia niedzielę maszerowałem spokojnym krokiem przed godziną 10 na mszę świętą do naszej bazyliki katedralnej z okazji inauguracji roku akademickiego Wyższej Szkoły im. Pawła Włodkowica w Płocku. Nie mogę ukryć swojego niezadowolenia z powodu totalnego bałaganu na tej ulicy. Nie było stosu śmieci i biegających szczurów, chociaż tych ostatnich Płock ma pod dostatkiem, ale wszędzie gdzie okiem nie zerknąłem było naprawdę brudno. Zdaję sobie sprawę, że była niedziela ale niestety służby odpowiedzialne za sprzątanie miasta już po raz kolejny nie zdały egzaminu. Zarówno śmietniczki jak i chodniki były wstrętnie brudne. Było mi po prostu wstyd. Nasze miasto zasługuje na czystość. Zbliża się zima, widząc obecne podejście służb sprzątających, pamiętając ubiegłą zime i zasypane i oblodzone chodniki już się obawiam paraliżu miasta, złamanych rąk i nóg u starszy osób.   

Na koniec coś miłego. Bardzo podoba mi się działalność Muzeum Żydów Mazowieckich. Nie tak  dawno było otwarcie a już tak wiele się wydarzyło. Koncerty, wystawy i spotkania z ciekawymi ludźmi dają gwarancję na intelektualny i kulturalny rozwój tego miasta. Za to dziękuję. Wybieram się już niedługo na spotkanie z Władysławem Bartoszewskim.

Twardy na miękko